18 lutego 2013

Weekend

Muszę przyznać że ten weekend był najlepszym w moim życiu. Piątek - wieczór z Justyną i maratonem filmów oraz dyskusji o księdzu Tomku, sobota - zakupy w Kłodzku, niedziela - normą jest to że nie poszłam znowu do Kościoła, a popołudnie miałam spędzić z Ang, ale nic się nie odzywała, więc zabrałam się do babci, a tam kilka partyjek w chińczyka i wojnę :D
Dzisiaj od samego rana pobieramy próbki wody, czyli nie ma szans na wcześniejsze zwinięcie się do domu, muszę siedzieć do 15.00, ale trudno, dam radę. Około 10 muszę zadzwonić do parku zapytać się co z moim podaniem. Jestem dobrej myśli.
Dobra czas spadać do pracy :)))



 Zostaliśmy tak skonstruowani,
Że słabniemy, gdy jesteśmy sami,
A jeśli w to nie uwierzymy
To w jakimi świecie jutro się obudzimy?



1 komentarz:

  1. ahh gra w chińczyka :D pamiętasz obóz w Murzasichle? Jak graliśmy w to o 24.00 :) i ten przymus bicia... gdy Jagoda nie chciała Cię zbić przed samym wejściem do domku :D ehhh szkoda, że nie udało Nam się wyjechać następnego roku znowu razem :( B.

    OdpowiedzUsuń