Dziś rocznica ślubu moich kochanych staruszków. Są ze sobą już 25 lat. Niezmiernie mnie to cieszy :) Podobało mi się, w jaki sposób ksiądz to powiedział. Zaskoczył mnie, nie mówiąc mojego imienia, mimo iż ksiądz Tomasz zapisywał rok temu, ale widocznie proboszcz nie widział takiej potrzeby. Widziałam za to łzy w oczach taty... nie wiem co oznaczały, bo nie chce się do nich przyznać, ale ja to od niego jutro wyciągnę. Mama jak to mama, w kościele poważna, za to w domu kochana. Gdy wyjadę będzie mi brakowało jej uśmiechu, gdy w sobotę rano siadała koło mnie na łóżku i gadałyśmy o głupotach. Teraz to jej się zwierzam ze wszystkiego. Jasne nie żałuję chwil z Justyną i Ewelą, ale przez głupi błąd Wiki, to już stracone. Tak to jest, gdy w gniewie powie się coś, a po ochłonięciu myśli że to bez sensu. Na nieszczęście Wiki pokłóciła się z Krzyśkiem i oczywiście zamieściła inny post niż miała...
O kurczę ta notka jest najdłuższa na tym blogu... Zastanawiałam się nad tym co zrobić z egzaminem na prawko... i nieświadomie Justyna podsunęła mi pomysł. Nawet o tym nie wie, ale wystarczyło streścić rozmowę Pauli i Robertowi i wszystko stało się prostsze... tak więc czekamy jeszcze 2 tygodnie...
Uwielbiam tę nutę... nigdy nie sądziłam że tak mi wpadnie w ucho... non stop jej słucham, że tekst znam na pamięć :)
Rozpędzeni prosto w stronę słońca
Zatraceni w sobie tak bez końca
Zaliczamy dziś te wszystkie stany
Bez grawitacji pędząc w nieznane
Mrugnij a pofruną szyby z okien
Rozpalamy znowu tu nasz ogień
Każda chwila jest wiecznością
Kiedy miłością podbijamy kosmos...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz